Trasa „W” w parku narodowym Torres del Paine ma kształt litery W: trzy doliny połączone ścieżką wzdłuż jezior. Większość ludzi przechodzi ją w cztery dni. Ja dałam sobie pięć i to była najlepsza decyzja, bo patagońska pogoda zmienia się co godzinę, a jeden zapasowy dzień pozwala przeczekać najgorszą wichurę.
Pierwszego dnia doszłam do lodowca Grey, który spływa do jeziora pełnego niebieskich kier. Drugiego przeszłam przez Dolinę Francuską, gdzie co kilka minut z wiszących lodowców schodzą lawiny z hukiem podobnym do grzmotu. Ostatniego dnia wyszłam o czwartej rano, żeby o świcie stanąć pod trzema granitowymi wieżami, od których park wziął nazwę. Na kilka minut zrobiły się pomarańczowe.
Praktycznie
Miejsca na kempingach i w schroniskach trzeba rezerwować z wielomiesięcznym wyprzedzeniem, a bez rezerwacji strażnicy nie wpuszczają na szlak. Najlepszy czas to od listopada do marca. Weź kijki, dobrą kurtkę przeciwwiatrową i pokrowiec na plecak.